W harmider i gwar posterunku policji co chwilę wcinały się odgłosy komórek lub telefonów stacjonarnych. Ot, codzienność pracy, wykonywanej z mniejszym czy większym oddaniem dla obywateli miasta. Porucznik Francisco Azato podniósł już po raz kolejny słuchawkę do ucha.
- Poruczniku mam tu sprawę zaginięcia bratowej burmistrza... rodzina chce, byśmy się nią natychmiast zajęli!
- ...
- Jest tam pan?! - naglący głos policjanta przypominał chrobotanie papierem ściernym po chodnikowej płycie. - Hallo!!!
- Wiesz... - odezwał się zmęczonym głosem Frank, - Bardzo żałuję czasami, że ci wszyscy inni zaginieni, zamordowani i porwani nie są "bratowymi, wnuczkami", czy nie wiem kim jeszcze - dla naszego burmistrza... Wtedy mógłbym bez mrugnięcia okiem powiedzieć mu, że mam o wiele ważniejsze sprawy na głowie!
Po drugiej stronie rozmówca zaskoczony odpowiedzią nie odzywał się kilka sekund.
- ...ale... burmistrz... - rozpoczął od nowa dialog. Tym razem Azato również przerwał pracownikowi:
- Przekaż temu bufonowi, że przyjadę osobiście do niego zaraz po południu! I... do pioruna, jeśli nie będzie mu odpowiadała pora, to niech dzwoni do służb specjalnych albo do prezydenta!!! - rzucił słuchawkę na aparat, aż ten podskoczył. Spojrzał na zegar na ścianie, była trzecia po południu.
- Mam jeszcze trochę czasu dla siebie... - pomyślał z niechęcią o czekającym go spotkaniu.
Nie dane mu było jednak wykorzystać te kilka chwil do swojej dyspozycji. Burmistrz Lionel Kent pofatygował się sam i już o 4:20 po południu był w biurze Francisco Azato. Swoją rozmowę zaczął od monotonnego monologu o pracy tutejszej policji...
niedziela, 19 października 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz