Deszczowa zasłona okryła okno wystawy jego sklepu. Ludzie idący ulicą, stali się podobni do siebie niczym postaci namalowane na czarno - białym obrazie.
- Panie Sven! - zza uchylonych drzwi na zaplecze dobiegał lekko chrapliwy głos jego podwładnego. Wszedł do pomieszczenia.
- Tak, Enrique?
- Na jutro będzie to duże zamówienie, już dzwonili, przepraszając za opóźnienia. Coś im tam nawaliło i... - chłopak zdziwiony zobaczył, że mężczyznę nie interesuje jego monolog. Przerwał swój wywód, zawiedziony niedocenianiem jego starań.
Gemütlich zamyślony, patrzył w okno zaplecza, wychodzące na wąską uliczkę pomiędzy budynkami. Kiedy jego pracownik próbował przekazać wiadomość, właśnie tą ulicą przeszła... ONA... W pewnym momencie chciał za nią pobiec, ale wiedział, że nie może. Nagle, po wpływem emocji, zawołał tylko:
- Poczekaj chwilę, zaraz wracam!!! - ruszył za oddalającą się kobietą, moknąc w deszczu.
- Mój szef to dureń...-powiedział do siebie półgłosem Enrique. - Będę musiał poszukać sobie innej pracy. - dodał, zabierając się swoje obowiązki.
Tymczasem Sven zdążył dogonić swoją, jak mniemał znajomą. Pomyłkę zauważył dopiero, gdy kobieta odwróciła się do niego.
- Czego pan chce ode mnie? - przestraszona, trzymała kurczowo torebkę obiema rękoma. Bezwiednie zasłaniała się nią przed obcym.
Rozbawiło go to. Stał na przeciw niej w pewnej odległości i oceniał jej podobieństwo do jego sąsiadki. Co raz bardziej jej ciało zaczynało mu się podobać...
- Nie krzycz!... - mocna dłoń Svena ciasno przylgnęła do drobnej twarzy nieznajomej, odcinając dopływ powietrza. Po niecałym kwadransie należała cała do niego, bezwolna i taka piękna...
niedziela, 10 sierpnia 2014
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz