Meggi siedziała przed laptopem już długi czas. Uwielbiała po pracy w kwiaciarni odprężyć się, biorąc aktywnie udział w ciekawych dla niej aukcjach internetowych. Dziś okazało się, że przedmiot jej westchnień jest bardzo szybko licytowany, jakby komuś zależało na tym, by dostać akurat TO, co Meggi tak bardzo przypadło do gustu jakiś czas temu: lustro z XVIII wieku, w pięknej, zdobionej ramie...
- Nie, nie mój drogi przeciwniku! - zakrzyknęła w pewnym momencie, do kogoś, kto podbił cenę o kolejną sumę. - Ja też mam pieniądze! I... Proszę!!! Co ty na to??? - ekscytowała się, dając więcej pieniędzy niż niedoszły nabywca lustra.
Chwilę czekała w napięciu. "- Co u diabła, tak długo się zastanawiasz, co?" Pomyślała. Na ekranie pojawiła się nieoczekiwana informacja:
"Lustro jest twoje! Powodzenia!"
W tym samym momencie aukcja została zakończona jej sukcesem. Z radości, zapomniała o dziwnej wiadomości, która przypominała raczej groźbę, aniżeli gratulacje z wygranej aukcji. Meggi była szczęśliwa, że stała się posiadaczką tak wytwornego dzieła, jakim było stare zwierciadło.
***
Był późny wieczór, blask lampy w tafli wypolerowanego szkła lśnił niczym potężna, ciężka aureola nad głową Meggi. Dziewczyna nie mogła wyjść z zachwytu, oglądając ręcznie rzeźbioną ramę lustra. Czesała swoje długie włosy, obserwując postaci kobiet, dzieci i młodych mężczyzn wygiętych w dziwnym tańcu, podających sobie z rąk do rąk, coś na kształt czary, lub kielicha.
...Słońce skłaniało się za horyzont, a ona, ubrana w długą białą suknię, otrzymała właśnie ciężki kielich, z czymś gęstym i czerwonym wewnątrz. Nie pytała co to, wiedziała, gdzieś tam w głębi duszy, że tak musiało być... Oto, jej towarzyszka w tańcu, została ofiarą na ołtarzu Słońca. A jej krew, w której teraz unużała usta była jak nektar bogów...
Meggi pobiegła do łazienki i zwymiotowała. Spłukując toaletę, widziała czerwień krwi.
- Co się ze mną stało? - niesmak w ustach wykrzywiał jej twarz. Trzęsła się z przerażenia i obrzydzenia za razem. Spojrzała na swoje wymarzone lustro. Postaci zdążyły przesunąć się w zupełnie inne miejsca, w tanecznym korowodzie, ich twarze były uśmiechnięte. Podeszła, z niedowierzaniem dotykając jednej z kobiet. W jednej chwili poczuła ból w dłoni, a ciepła krew ubrudziła suknię rzeźby. Rozległ się śmiech dziewczyny, dzierżącej w maleńkiej ręce sporej wielkości kolec, naznaczony teraz purpurą. Właścicielka zabytkowego zwierciadła odskoczyła do tyłu, potknęła się o dywanik i runęła na podłogę, tracąc przytomność. Niewielkie osóbki na obramowaniu, drapieżnie wykrzywiły wargi.
***
Meggi żyła teraz jak w transie. Majaki o tańcu, uczcie krwi i bogu Słońce, były tak realne, że to prawdziwe życie, praca i powszednie sprawy przestały się liczyć.
Któregoś popołudnia, zaniepokojona przyjaciółka zadzwoniła do jej drzwi. Meggi widząc młodą kobietę, uśmiechnęła się.
- Wejdź proszę! - zaprosiła Justine do środka.
Usiadły w pokoju i zaczęły rozmawiać o wszystkim i niczym. Justine zaciekawiła się lustrem.
- To, to jest to twoje cudeńko, o którym tyle mówiłaś?!
- Tak! Jest niesamowite!
Justine podeszła do kosztownego bibelotu i już chciała dotknąć kunsztownej ramy...
- Uważ... - Meggi urwała ostrzeżenie. Przyjaciółka oglądała lustro, bez uszczerbku na ciele. Jednak Meggi widziała już co dzieje się z ludźmi wyrzeźbionymi w drzewie. Oto, w miejscach, gdzie nie docierało spojrzenie Justin, młodzi panowie wskazywali sobie żywą kobietę i ich twarze stawały się odrażające. Kobiety oblizywały lubieżnie usta, jakby już raczyły się szkarłatnym nektarem... Ten, którego Meggi nazywała w myślach "Wodzirejem" wskazał palcem na nią i pociągnął kciukiem po swojej szyi. Dziewczyna zbladła. Nie wiedziała nawet kiedy odpłynęła w niebyt.
Muzyka, taniec i śpiew. Melodia nucona przez tyle osób, wpadała w ucho. Słowa proste jak modlitwa, same wychodziły z ust. A cała ceremonia, nigdy się tak na prawdę nie skończyła. Wodzirej podawał kielich do pierwszych spośród stojących dookoła zakrwawionego ołtarza. Meggi także czuła pragnienie. Już od tak długiego czasu nie była uczestniczką mszy dla boga Słońce. Dla niej ziemski czas płynął zupełnie inaczej, niż dla jej towarzyszy tutaj... Wreszcie i ona podeszła po kielich, pełen krwi. Zanim wychyliła go, zobaczyła dzisiejszą ofiarę i zamarła.
"- Justin!" - przemknęło przez myśl.
***
- Muszę pozbyć się tego lustra! - prawie krzyknęła w słuchawkę. - Ono jest albo przeklęte, albo opętane!!!
Rozmówca po drugiej stronie, zaciekawił się. Taki zabytek, to nielada gratka.
- Opętany???
- Słucham? Musiało się panu przesłyszeć, ale to nie zmienia faktu, że chcę aby zostało ono sprzedane choćby już! - Meggi była zdenerwowana jak nigdy.
- Dobrze, dziś po południu przyjadę do pani wycenić je. Zgoda?
- Niech pan będzie u mnie o 17:30. Będę czekała.
Obejrzała się za siebie. Akurat Wodzirej uniósł nad nią swój zaostrzony jak brzytwa nóż...
"- Zostaniesz z NAMI na zawsze, Megan!..." - szepnął.
piątek, 30 listopada 2018
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Ten ktoś obok.
«ROZDZIAŁ JEDENASTY» "Szarość mgły wieczornej oplatała trawę, krzewy i pnie drzew. Szedł brzegiem rzeki, rozglądając się dokoła. Szukał...
-
«PROLOG» - I, mamy go!!! - okrzyk triumfu ratownika medycznego oznajmił sukces reanimacji. Ostrożnie położono go na noszach i natychmiast ...
-
"Chwila, w której serce ustaje, życiu nowy smak nadaje..." Echo końskich kopyt dudniło po cichych uliczkach. Czarny karawan ciąg...
-
Jakby tu zacząć? Otóż...Witam na moim blogu :-) Spróbuję zmierzyć się na nim z sobą samą. Może Ktoś z was lubi czytać opowiadania różne, n...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz